+++



Piątek kiedy wstałem z pianiem koguta zapowiadał sie jak kazdy intensywny dzien wyjazdu, pakowanie fury, w planach jeszcze odwiedzenie biura i w droge do Leszna.

Nic z tego. Final destination. Wjezdzajac na parking (zadnej dziury, prosta droga) urwał sie wachacz, wyrwana pół oś, a 5 minut wczesniej grzałem trzypasmową jezdnią....
Po dłuższych perypetiach udalo sie znalezc transport do Leszna (dzieki Szymon!) a kiedy juz dojezdzalismy na miejsce odezwał GPS: do celu 21 km, 21 minut. Mimowolnie spojrzałem na zegarek - była dokładnie 21:21.....i ta mysl "dobry boże gdzie ja jade?!"

Nick:

 
wróć